Gdy już dzień się kończy i robi szarówka za oknem, bardzo lubię pobuszować (uwielbiam to słowo;)) trochę w sieci. Wczoraj nie mogło być inaczej. Przedzierając się przez różne strony, trafiłam do serwisu Podyplomowego Studium Public Relations Politechniki Gdańskiej. Znalazłam tam kilka zabawnych historyjek i dowcipów na temat reklamy i PR. Tak mi się one spodobały, że postanowiłam Was dzisiaj nimi uraczyć:)
Na rozgrzewkę dialog szczura i myszy:
Sz: Cześć mała.
M: Cześć, co słychać?
Sz: Wiesz, nieciekawie, jak zwykle zresztą. Powiedz mi, jak to jest: ciebie ludzie nawet lubią, głaskają, kupują, karmią, a mnie jak widzą, to aż wrzeszczą z obrzydzenia.
M: Kochany, to proste: ja mam lepsze public relations!
A teraz coś dłuższego… Once upon a time…;)
Bajka o królewnie
Dawno, dawno temu, żył sobie król, który miał córkę na wydaniu. Nie była ona ani urodziwa, ani inteligentna. Również jej posag nie stanowił żadnej pokusy. Nic więc dziwnego, że nikt nie zabiegał o jej rękę.
Król, za namową swych ministrów, postanowił wynająć agencję reklamową. Ze skarbca wyciągnął trzy z ostatnich czterech skrzyń złota i wkrótce na okolicznych drogach i murach pojawiły się billboardy z wizerunkiem królewny (oczywiście po retuszu:]). Wynajęci heroldowie głosili wszem i wobec zmyślnie ułożone hasła o rzekomej mądrości królewny i bogactwie równym skarbom szejków z odległych emiratów. Bardzo szybko przed królewską bramą zaczęły pojawiać się tłumy zwabionych reklamą adoratorów. Jednakże czar szybko prysnął, gdy tylko stanęli przed obliczem królewny. Niebawem u wrót pałacu znów zrobiło się pusto.
Król popadł w rozpacz. Wiedział, że córka jego była dziewczęciem poczciwym i dobrym, z licznymi zaletami ukrytymi głęboko w duszy. Co zrobić, by inni także dostrzegli te atuty?
Król ciągle myślał i się zamartwiał, aż tu kiedyś doniesiono mu, że istnieje dziedzina zwana - jak na gust króla - tyleż dziwacznie, co tajemniczo: public relations. Nie rozumiejąc do końca sensu owej działalności, władca postanowił tego spróbować. Wyjął ostatnią skrzynię złota ze skarbca i wynajął specjalistów ds. PR.
I tak oto niebawem, do starannie wyselekcjonowanej grupy kandydatów na męża, docierać zaczęły z wielu stron informacje - nie zaś reklama - o wewnętrznych przymiotach królewny. Docierały do adresatów dzięki wynajętym gońcom, podczas specjalnie organizowanych biesiad, drogą korzystnej plotki. Na temat zalet, które równoważą ewidentne braki królewny, rozpisywały się miejscowe i ościenne pisma. Przyszła panna młoda, dzięki kilku szkoleniom, wiedziała już jak zachęcać adoratorów słowem, jak się uśmiechać, jakie suknie zakładać.
Jaki był tego efekt? Otóż królewna po paru miesiącach stanęła na ślubnym kobiercu i wraz z wybrankiem żyli długo i szczęśliwie… (autor bajki: Dominik Szymański)
I jeszcze coś, co znam od baaardzo dawna, a również znajduje się na stronie studium Politechniki Gdańskiej.
Jaka jest różnica między reklamą, a public relations?
Taka sama, jak między dwoma facetami. Pierwszy opowiada o sobie kobietom, że jest wspaniały, świetny, nie ma sobie równych jako kochanek. O drugim mówią z kolei kobiety: wszystkie wzdychają i opowiadają sobie z podziwem, jaki jest cudowny, fantastyczny, chociaż trudno określić dlaczego…
Polecam także: o znaczeniu informacji w zarządzaniu.
Tak nawiasem mówiąc - ciekawy sposób na wyróżnienie serwisu. Dzięki kilku dowcipom i historyjkom pewnie nie jedna osoba zamieściła link do strony w różnych miejscach w sieci. Wiadomo, że nie samą nauką (i pracą) człowiek żyje. Miło jest przeczytać coś zabawnego dla rozluźnienia.
Bajerancko wyszła ta nowa skórka, zwłaszcza że byłem jednym z tych co opiniowali wczesne...
Dzięki za info ;) Już poprawione i skarcony ten, kto błędów się dopuścił :]
wit am chy ba sie cos stro na rozje cha l a? :) [i na marginesie, do Pochytki: podczas...
Zestaw kolorów dobrałam na kulerze. Chciałam przetestować w internecie barwy,...
Pierwszy raz tu jestem. Wszystko gra pozatą fioletową belką, ale to tylko...