Wstyd towarzyszy nam od dziecka. Całe szczęście nie jest to stan permanentny – pojawia się w sytuacjach dla nas krępujących i niewygodnych, po czym najczęściej odchodzi w siną dal. Często o czymś nie mówimy ze wstydu, bądź robimy lub nie robimy czegoś, aby wstydu uniknąć. Najciekawsze jest to, że wstydzimy się rzeczy, które towarzyszą nam każdego dnia i mogą dotyczyć każdego człowieka. Czy ktoś z Was wyjaśniłby swoją nieobecność w pracy słowami: “przepraszam szefie, miałem biegunkę”? Szczerze wątpię. Ja sama nie posunęłabym się do takiej szczerości:) A przecież biegunka to ludzka rzecz. Tak samo jak zaparcia, zgaga, prostata, hemoroidy… Dlaczego więc rozmowa na ich temat wywołuje palący rumieniec na twarzy?
Niech się wstydzi ten kto… siedzi
Środki na wymienione wyżej przypadłości są produktami, które także pragną zaistnieć w świecie reklamy. Ale jak tu promować coś, co wywołuje skrępowanie i nie bardzo chce się o tym mówić? W tej kwestii marketerzy mają nie lada orzech do zgryzienia. Muszą stworzyć taką kreację, która nikogo nie obrazi, nie zawstydzi, nie wywoła uczucia niesmaku, a przy tym będzie kreatywna, z polotem i efektywna. Wydawać by się mogło, że to niemożliwe. Nic bardziej mylnego! Poniżej reklama, która pokonuje społeczne tabu żartem i dystansem, bo przecież nic co ludzkie nie jest nam obce.
Zastosowanie humoru i lekkiej formy nie demonizuje choroby, a z drugiej strony – podkreśla jej powszechność. Co trzeci Polak cierpi na tę przypadłość i pewnie nie jeden z tej grupy zniżonym głosem prosi w aptece o lek na – bądź co bądź – żylaki odbytu. Swoją drogą to ciekawe, jak bardzo umiejscowienie problemu może stanowić o skrępowaniu bądź jego braku. Wydawać by się mogło, że żylak to żylak – co za różnica gdzie się znajduje? A jednak różnica jest i to spora. O wiele łatwiej zademonstrować lekarzowi łydkę z uwypukloną żyłą niż swój odbyt. Spot Posterisanu pokazuje, że można produkt wstydliwy zareklamować w sposób nikogo nie krępujący.




