Advertising po japońsku
Japońskie reklamy mają w sobie coś. Przede wszystkim jakże inne są od naszych. Im więcej w nich krzyków, wariacji, tańczenia i skakania, tym lepiej. Bez wątpienia budzą skrajne emocje – jedni uważają je za głupie i absurdalne, inni ten absurd uwielbiają. Ja zaliczam się do drugiej grupy.
Na rozgrzewkę reklama lodów i powalające “niaaaa”;)
W naszej telewizji karierę robił groszek Bonduelle i czerwona fasolka, a w japońskiej… płaczący kawałek pizzy:) Nawiasem mówiąc te zapłakane oczy przypominają mi scenę z ”Generała Daimos’a”, w której Erika dramatycznie wołała “Kazuya, Kazuyaaaa…!” W reklamie tej doliczyłam się dwóch scen nawiązujących do anime. Ach, to były bajki!
Skoro już przy pizzy jesteśmy… Druga reklama tego samego produktu.
A po jedzeniu czas na… TOTO Washlet – urządzenie, które w Japonii robi furorę od lat:)
Obowiązkowo w tym miejscu musi pojawić się reklama kostek toaletowych.
I na zakończenie film, który bawi mnie do łez. Nie wiem czy to jest reklama, czy też nie (chyba nie…), jednak idealnie się wpisuje w tematykę dwóch poprzednich. Potty training, czyli uczenie malucha korzystania z nocnika lub – w przypadku dzieci starszych – z toalety. Absurdalnie zabawne:)




